Publikacje — 11 kwietnia 2016

W ostatnich miesiącach w bydgoskich mediach miała miejsce burzliwa dyskusja dotycząca planowanej przez Miasto przebudowy ulicy Śniadeckich. Czy jednak w natłoku argumentów z jednej i drugiej strony nie ucieka nam meritum sprawy? Jak to się dzieje, że prawie każde konsultacje przeprowadzane przez ZDMiKP kończą się pożarem, który później trzeba gasić?   Postarajmy się to przeanalizować na przykładzie wyżej wymienionego projektu.

 

Fakty

 

Po pierwsze – po rozpoczęciu konsultacji we wrześniu ubiegłego roku drogowcy przewidzieli na zgłaszanie uwag tylko dwa tygodnie, mimo że uchwała Rady Miasta Bydgoszczy z dnia 30.05.2007 obliguje urzędy do minimum 30 dniowego okresu konsultacji. Tak krótki okres a priori stwarza napięcie i jest konfliktogenny.

Po drugie – praktycznie zerowa promocja konsultacji. Informacja umieszczona na stronie internetowej, jednorazowe poinformowanie w mediach społecznościowych oraz wywieszenie ogłoszenia w gablotce w siedzibie Zarządu to zdecydowanie za mało. Bydgoszczanie nie mają pojęcia o konsultacjach. Wiedzą o nich zazwyczaj tylko aktywiści, którzy sami z siebie interesują się miejskimi inwestycjami. Efekt? Do jednej z ostatnich konsultowanych inwestycjizgłoszono 0, słownie ZERO, uwag. A przecież ZDMiKP dysponuje tablicami informacji pasażerskiej na przystankach, dużymi tablicami ITSu przy głównych drogach w mieście, MZK w swoich pojazdach również posiada wyświetlacze – wszędzie tam powinny być wyświetlane informacje o konsultacjach z przynajmniej 2 tygodniowym wyprzedzeniem. Po trzecie – konsultacje odbyły się po przedstawieniu konkretnych rozwiązań zawartych w projekcie, a nie przed, co by umożliwiało mieszkańcom swobodną dyskusję nad potrzebami i zaproponowanie swoich postulatów. Po zaprezentowaniu projektu pole do dyskusji jest minimalne. Jeśli ZDMiKP chce naprawdę dowiedzieć się czego oczekują mieszkańcy – niech pyta ich najpierw, a dopiero później przedstawia swoje pomysły.

Po czwarte – nie odbyło się żadne spotkanie wyjaśniające ideę propozycji, które w luźnej atmosferze pozwoliłoby mieszkańcom podyskutować i zastanowić się nad projektem we wspólnym gronie. Takich spotkań powinno odbyć się przynajmniej kilka i to w miejscu dogodnym dla mieszkańców, a nie urzędników ZDMiKP.

Po piąte – i najważniejsze – spotkanie podsumowujące konsultacje przebiegło według najczarniejszego scenariusza. Jak w teorii wyglądają takie spotkania? Zaproszeni autorzy wniosków, urzędnicy oraz przedstawiciele projektanta miło rozmawiają o zgłoszonych uwagach. Jak wyglądało to spotkanie? Skandalicznie. Na podsumowanie konsultacji społecznych przyszło kilkanaście osób, które nie zgłosiły ani jednej uwagi. Ich głównym celem było zakrzyczenie spotkania. Czy urzędnik prowadzący spotkanie zrobił z tym porządek? Nie, osoba odpowiedzialna za spotkanie dopuściła do całkowitego rozbicia jego harmonogramu. Autorzy uwag, urzędnicy oraz projektanci byli wielokrotnie obrażani, zakrzyczani, nie pozwalano im dojść do słowa przez kupców z ulicy Śniadeckich. Ale też należy pamiętać, że urzędnik zatrudniony w ZDMiKP powinien być kompetentny przede wszystkim w sprawach drogowych – nie koniecznie musi być doskonałym mediatorem. Dlatego złotym standardem dobrze zrobionych konsultacji jest zatrudnienie bezstronnego mediatora odpowiedzialnego za przebieg spotkania, który ma nie dopuścić do tak dantejskich scen jak na podsumowaniu konsultacji dot. Ul Śniadeckich. To, co działo się na podsumowaniu konsultacji zasługuje na potępienie i odpowiedzialna jest za to jest osoba prowadząca spotkanie.

 

Jak powinny wyglądać konsultacje społeczne?

 

Czy tak wyglądają wzorowe konsultacje społeczne? Oczywiście, że nie. Wg Kanonu Lokalnych Konsultacji Społecznych FISE, który powstał z inicjatywy Kancelarii Prezydenta RP konsultacje społeczne to „część procesu budowania wspólnoty lokalnej. Polega on na poznawaniu perspektyw i potrzeb innych, na wspólnym namyśle nad konkretnymi rozwiązaniami i działaniami, wreszcie na przekonaniu, że celem tych działań jest wspólne dobro.”

Z przykrością muszę stwierdzić, że w konsultacjach prowadzonych przez ZDMiKP zabrakło wszystkich tych elementów. Nie budują wspólnoty lokalnej, a raczej powodują kolejne konflikty. ZDMiKP nie stwarza żadnego pola do dyskusji, a raczej dyskusję gasi – o ile ktoś nie krzyczy głośno i nie obraża, wówczas boi się zainterweniować. Nie zapewnia odpowiedniej ilości czasu na zapoznanie się z projektami. Absolutnie fatalnie radzi sobie w moderacji spotkań podsumowujących konsultacje. Wreszcie nawet nie próbuje bronić swoich projektów wobec opinii publicznej, jeśli pojawiają się głosy krytyczne. A to rodzi bardzo poważne pytanie – po co ZDMiKP wydaje setki tysięcy złotych na opracowywanie projektów i koncepcji poddawanych pod konsultacje, skoro w przypadku jakichkolwiek głosów sprzeciwu, jego urzędnicy natychmiast nabierają wody w usta i nie bronią własnych pomysłów?

 

Konsultacje warszawskiego Budżetu Partycypacyjnego - autorzy projektów prezentują je mieszkańcom podczas spotkań dyskusyjnych, źródło - Urząd Dzielnicy Wola m.st. Warszawy

Konsultacje warszawskiego Budżetu Partycypacyjnego – autorzy projektów prezentują je mieszkańcom podczas spotkań dyskusyjnych, źródło – Urząd Dzielnicy Wola m.st. Warszawy

 

Tak nie musi być. Są formy przeprowadzania konsultacji, które pozwalają wszystkim się wypowiedzieć i uniknąć sztucznego rozdmuchiwania konfliktów jak w przypadku ulicy Śniadeckich. Ostatnio miałem przyjemność uczestniczyć w jednym ze spotkań dyskusyjnych w ramach warszawskiego Budżetu Partycypacyjnego. Na spotkaniu byli obecni mieszkańcy, autorzy oraz urzędnicy. Spotkanie nie było prowadzone przez urzędnika, ale przez specjalnie na ten cel wynajętego mediatora, który jako osoba bezstronna miał czuwać nad przebiegiem spotkania. Po przedstawieniu każdego projektu było kilka minut na dyskusję nad nim. Po jednej z prezentacji natychmiast zabrał głos głęboko oburzony pan, który uważał, że cały wniosek należy jak najszybciej wyrzucić do śmieci. Zarówno poziom jego argumentów, jak i ekspresja głosu i gestów były dokładnie na tym samym poziomie, jak mogli tego doświadczyć mieszkańcy ze strony kupców z ulicy Śniadeckich na spotkaniu podsumowującym konsultacje. Pan krzyczał, obrażał i zagłuszał każdego, kto próbował mu przerwać. Jak zareagowali urzędnicy? Wstali i natychmiast zaczęli go punktować. Punkt po punkcie merytorycznie obalali kolejne jego wyolbrzymione zarzuty. W końcu do dyskusji włączył się mediator, który błyskawicznie wyciszył konflikt. Cała kłótnia zamknęła się w dwóch minutach, więc inni uczestnicy wciąż mieli czas na swoje pytania i uwagi. Jakże inaczej niż u nas w Bydgoszczy, gdzie grupce krzyczących osób pozwalano przez półtorej godziny obrażać innych mieszkańców, urzędników i projektantów!

 

Konsultacje warszawskiego roweru miejskiego z wykorzystaniem plansz i map, Źródło - archiwum prywatne autora

Konsultacje warszawskiego roweru miejskiego z wykorzystaniem plansz i map, Źródło – archiwum prywatne autora

 

Bydgoszcz potrafi zrobić to dobrze

 

Czy chcę powiedzieć, że w Bydgoszczy wcale nie umiemy robić dobrych konsultacji? Bynajmniej! Przykład – konsultacje w sprawie Metropolii Bydgoskiej zorganizowane przez pełnomocnika Prezydenta – pana Łukasza Krupę. Osobna strona internetowa tylko na potrzeby konsultacji, szeroko zakrojona akcja promocyjna w mediach społecznościowych, ulotki promocyjne wydrukowane w kolorze w gigantycznym nakładzie, okrągły miesiąc konsultacji – a to wszystko tylko dla jednego pytania „Czy popierasz utworzenie Metropolii Bydgoskiej”.  Wzorowe konsultacje. Niestety, ponad miesiąc później ZDMiKP daje kolejny antyprzykład konsultacji – trasa W-Z. Gigantyczna inwestycja, a drogowcy przewidzieli tylko 2 tygodnie na zgłoszenie uwag. Dokumentacja udostępniona dopiero pierwszego dnia konsultacji, zamiast kilka tygodni wcześniej. Już zanim konsultacje się rozpoczęły, było słychać głosy krytykujące sposób przeprowadzania konsultacji. Tylko i wyłącznie dzięki osobistemu zaangażowaniu radnego Jakuba Mikołajczaka i zastępcy prezydenta Mirosława Kozłowicza okres konsultacji udało się przedłużyć do miesiąca. Po raz kolejny Ratusz musiał gasić pożar wzniecony przez drogowców.

 

Podsumowując

 

Podsumowując. Dobrze przeprowadzone konsultacje to nie żadna sztuka tajemna. Reguły i metody dobrego prowadzenia konsultacji społecznych zostały już dawno przedstawione w wielu różnych publikacjach, choćby w wyżej wymienionym Kanonie Lokalnych Konsultacji Społecznych, gdzie zaleca się minimum trzy punkty:

  1. Konsultacje przed przedstawieniem konkretnego projektu, a nie po. Jeśli chcemy zrobić projekt dobrze, to powinniśmy najpierw starannie skonsultować i przedyskutować jego założenia. Zwłaszcza jeśli przewiduje się, że projekt może budzić jakieś głosy sprzeciwu. W takiej konfliktowej sytuacji próba konsultacji i dojścia do porozumienia po przedstawieniu projektu jest z góry skazana na niepowodzenie.
  2. Seria spotkań dyskusyjnych z mieszkańcami w terenie, blisko miejsca inwestycji, z planszami, interaktywnymi akcesoriami, a nie jedno spotkanie w siedzibie ZDMiKP w godzinach dogodnych dla urzędników. Konsultacje są dla mieszkańców, nie dla urzędników. Mają aktywizować ludzi, nie zniechęcać ich koniecznością dodatkowej wycieczki na ulicę Toruńską.
  3. Spotkanie prowadzone przez mediatora, nie urzędnika – to złoty standard dobrze przeprowadzonych konsultacji społecznych. Dzięki temu spotkania przebiegają w normalnej atmosferze, unika się zbędnego zaogniania konfliktów, a urzędnicy mogą skupić się na tym, do czego są najlepiej przygotowani – na merytorycznych odpowiedziach, a nie na konieczności radzenia sobie z krzykami z sali. Dokładnie tak jak w ww. przypadku. Przecież urzędnik z ZDMiKP powinien być kompetentny w sprawach drogowych, nie mediatorskich – zatem nie można się dziwić, że nie koniecznie radzi sobie w panowaniu nad tłumem krzyczących kupców.

Czy dobre zorganizowanie konsultacji jest lekkie? Nie, wymaga całkiem sporo pracy i wysiłku. Ale nie jest trudne. A na pewno jest konieczne, aby nigdy więcej nie doszło do takiej sytuacji jak w przypadku ulicy Śniadeckich, gdzie kupcy obecni na spotkaniu przez prawie dwie godziny wyzywali mieszkańców Bydgoszczy za darmo angażujących się w konsultacje, wyzywali miejskich urzędników oraz poznańskich projektantów (którzy pewnie z takim obrazkiem bydgoszczan wrócą do swojego miasta). A to wszystko przy całkowitej bezradności urzędnika ZDMiKP odpowiedzialnego za przebieg spotkania, co w efekcie tak sztucznie rozdmuchało ten konflikt, że Miasto zostało zmuszone do odłożenia w czasie przebudowy ulicy Śniadeckich.

 

Tekst: Szymon Lachowski.

Share

About Author

Robert Reimus